Niech nauka języków stanie się przyjemna

Na forum: pomoc w sprawdzeniu wypracowań, wyjaœnienie gramatyki i ciekawostki językowe

 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj   Mapa forum Sitemap

Oficjalne forum serwisu "Język angielski online" :)

REKLAMA

Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu  Forum językowe Strona Główna » Materiały do nauki
Autor Wiadomość
hauteville



Dołączył(a): 20 Wrz 2007
Posty: 236
Skąd: Szamotuły

PostWysłany: Sro Wrz 15, 2010 9:35 pm Zacytuj zaznaczoneOdpowiedz z cytatem Back to top

Po pierwsze: cieszę się bardzo, że wreszcie ruszyła tu naprawdę rzeczowa dyskusja, z której można coś wynieść Smile

Co do programów SRS (jak ANki czy SuperMemo) - jeśli w twoim wypadku nie działają, to jak najbardziej rozumiem. Dla każdego różne metody są lepsze. Ja osobiście programy takie stosuję nie tyle do nauki, co powtórek. Same w sobie są one bowiem raczej bezużyteczne i podzielam twoje zdanie na temat opanowywania słownictwa z jak najbardziej naturalnych źródeł, tym bardziej, że wtedy opanujemy naprawdę żywy kolokwialny język, a nie suche frazy jakie spotyka się z reguły w podręcznikach.

Zupełnie natomiast nigdy nie trafiały do mnie wszelakie techniki mnemoniczne (jest jakaś nazwa do tego po polsku?) polegające na kojarzeniu nazwy słowa w danym języku z czymś w języku ojczystym (moje wytłumaczenie jest trochę pogmatwane, ale mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi Razz ). Aczkolwiek niektórzy je bardzo sobie chwalą...

A co do nauki z native-speakerem można też się przejechać. Ostatnio mówił o tym pewien poliglota Stuart Jay Ray na swym blogu (zajmuje się głównie tajskim, ale jak to w wielu przypadkach bywa, inni też są w stanie wiele z tego wyciągnąć - http://stujay.com/). Otóż wszystko jest ok, gdy jedynie ty uczysz się danego języka, a twój rozmówca nie jest zainteresowany polskim. Często jednak spotyka się ogłoszenia w stylu wymiany językowej. W takim wypadku bowiem dochodzi do swoistego konfliktu interesów - z jednej strony tobie byłoby na rękę gdybyście najwięcej rozmawiali w języku rozmówcy, jemu z kolei zupełnie na odwrót. W efekcie uczy się z reguły ta osoba, która jest w stanie wywrzeć większy nacisk na swojego rozmówcę.

No i przyłączam się do apelu o banowanie przedstawicieli Axona na tym forum.

_________________
http://swiatjezykow.blogspot.com/ - mój blog o nauce języków obcych
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
PiotrPeterPedro



Dołączył(a): 25 Gru 2009
Posty: 250

PostWysłany: Sro Wrz 15, 2010 11:42 pm Zacytuj zaznaczoneOdpowiedz z cytatem Back to top

hauteville napisał:
Co do programów SRS (jak ANki czy SuperMemo) - jeśli w twoim wypadku nie działają, to jak najbardziej rozumiem. Dla każdego różne metody są lepsze. Ja osobiście programy takie stosuję nie tyle do nauki, co powtórek. Same w sobie są one bowiem raczej bezużyteczne i podzielam twoje zdanie na temat opanowywania słownictwa z jak najbardziej naturalnych źródeł, tym bardziej, że wtedy opanujemy naprawdę żywy kolokwialny język, a nie suche frazy jakie spotyka się z reguły w podręcznikach.
Ja osobiście zawsze uwielbiałem gramatykę, mam bardzo analityczne podejście do języka. Osobiście po prostu muszę sobie wszystko przeanalizować i posegregować. W ten sposób te suche zdania również dla mnie osobiście mają ogromne znaczenie. Z drugiej strony, chyba tak samo jak Ty jestem zwolennikiem nauki naturalnego, żywego języka i czerpię go z różnych źródeł, od nativów, z programów telewizyjnych itd. Teoria głosi "it's not good", w praktyce (przynajmniej w USA, jak gdzie indziej nie wiem) często mówi się "it's no good", ale ja osobiście nie spotakałem podręcznika, który by podawał taką zasadę, choć przecież mógłby o tym krótko wspomnieć, zaznaczając przy okazji, że to np. kolokwializm, lub błąd językowy (jak coś takiego traktować to temat na osobny wątek już). Przykład może dość skrajny i nie o mówienie niepoprawne bynajmniej chodzi w nauce języka, lecz o dążenie do perfekcji językowej, podręczniki jednak faktycznie nie przekazują naturalnego języka. Są takie książeczki z serii "Angielski/Hiszpański/Niemiecki/Francuski (czy jakiś inny język) bez cenzury" wydawane w czarnych okładkach, które teoretycznie mają zawierać potoczne zwroty z prawdziwego języka, "żywcem z ulicy lub stadionu". Ja z tych książeczek kupiłem sobie hiszpański, niestety bardzo niewiele z tego co się w środku znalazło kiedykolwiek zobaczyłem w praktyce, choć naprawdę miałem dużo kontaktu z nativami z różnych krajów. Książka zawiera raczej ciekawostki językowe pod nazwą "realnego języka" czy jak to określili. Bezużyteczną książkę już odsprzedałem, szczerze powiedziawszy kolejnemu frajerowi takiemu jak ja kiedyś, który myśli, że się czegoś użytecznego z tego nauczy. Myślę, że po prostu nie da się inaczej nauczyć naturalnego języka, niż przez kontakt z tym językiem...

hauteville napisał:
Zupełnie natomiast nigdy nie trafiały do mnie wszelakie techniki mnemoniczne (jest jakaś nazwa do tego po polsku?) polegające na kojarzeniu nazwy słowa w danym języku z czymś w języku ojczystym (moje wytłumaczenie jest trochę pogmatwane, ale mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi Razz ). Aczkolwiek niektórzy je bardzo sobie chwalą...
Nie chodziło mi tyle o język ojczysty, ile o wyłapywanie pewnych rdzeni, przedrostków itd. To, że podałem właśnie polskie skojarzenie do wyrazu "paralelepípedo" to przypadek. Zazwyczaj znajduję analogie w języku obcym, którego się uczę, lub innych językach, wiele bowiem pochodzi z np. greckiego, łaciny, arabskiego itd. Odnośnie kształtów weźmy np. wyraz "amorfo", nie muszisz znać hiszpańskiego, i tak wiesz co oznacza ten wyraz... Smile

hauteville napisał:
A co do nauki z native-speakerem można też się przejechać. Ostatnio mówił o tym pewien poliglota Stuart Jay Ray na swym blogu (zajmuje się głównie tajskim, ale jak to w wielu przypadkach bywa, inni też są w stanie wiele z tego wyciągnąć - http://stujay.com/). Otóż wszystko jest ok, gdy jedynie ty uczysz się danego języka, a twój rozmówca nie jest zainteresowany polskim. Często jednak spotyka się ogłoszenia w stylu wymiany językowej. W takim wypadku bowiem dochodzi do swoistego konfliktu interesów - z jednej strony tobie byłoby na rękę gdybyście najwięcej rozmawiali w języku rozmówcy, jemu z kolei zupełnie na odwrót. W efekcie uczy się z reguły ta osoba, która jest w stanie wywrzeć większy nacisk na swojego rozmówcę.
Faktycznie jest w tym coś racji. Choć powiem, że ja osobiście takiego problemu nie miałem. W tym momencie ruszyło mnie trochę sumienie, gdyż to ja jestem tym silniej naciskającym. Jeśli w przypadku języka hiszpańskiego wymianę język za język zaczynałem gdy byłem średniozaawansowany, obecnie jestem zaawansowany, a osoba z którą się wymieniałem była bardzo początkująca, to z natury rzeczy zasadniczo rozmawialiśmy po hiszpańsku. Jedyne hiszpańskojęzyczne osoby jakie znam i potrafią być komunikatywne po polsku, to osoby mieszkające w Polsce. One jednak poznawszy takiego mnie, który co jednak dość rzadkie mówi w ich języku, wolą relaksacyjnie rozmawaić po hiszpańsku niż polsku. Do tego tylko z jedną taką osobą mieszkającą w Polsce miałem umowę język za język, ale w sumie i tak rozmawialiśmy po hiszpańsku, jeśli nie był to oficjalnie moment nauki polskiego, zapewne z tego powodu, że dziewczyna wolała mówić w swoim własnym języku, a ma tu do tego mniej okazji, albo też z lenistwa...
Poznałem za to przez Internet dwie Amerykanki. Jedna, uczy się polskiego jako języka obcego i była całkiem komunikatywna, tak, że faktycznie rozmawialiśmy pół na pół w obu językach, kontakt się urwał w sumie przez różnicę wieku, nie dużą, ale jednak brakło na tematów. Druga z Amerykanek miała polskie pochodzenie, przez co dziwnie bo dziwnie, ale jednak całkiem komunikatywnie posługiwała się językiem polskim. Powiem, że naprawdę uczciwie rozmawialiśmy pół na pół w obu językach, dawno Jej jednak nie spotkałem online, a i ostatnio do angielskiego się nie przykładałem Confused . Niejciekawsze tutaj były absolutnie odmienne typy błędów popełniane przez jedną i drugą. Ta, która języka polskiego nauczyła się we wczesnym dzieciństwie, a potem go nie używała, mówiła dość dobrze, ale strasznie dziwnie jeśli chodzi o składnię oraz sposób wyrażania myśli. Po prostu nie wiedziała jak się w prawdziwym świecie to mówi i sama kombinowała. Tak jak ja to widzę, miała ogromny zasób słownictwa, które przyswoiła w dziecieństwie, ale już nie wiedziała jak naturalnie zastosować. Ta natomiast, która uczyła się polskiego jako języka obcego, nie robiła już takich dziwnych błędów stylistycznych, za to popełniała klasyczne błędy w odmianie czasowników, deklinacji itd.
Dodam też, że dziewczyna z którą obecnie uczę się hiszpańskiego za mój polski, sama uczy się też z inną dziewczyną francuskiego za hiszpański i podobno rozmawiają naprawdę po połowie w obu językach. Myślę, że jest to przede wszystkim kwestia wyrównania lub sporej różnicy poziomów znajomości obu języków...

Nauka z nativem język za język to jedna rzecz, a druga to po prostu znalezienie znajomych wsród osób posługujących się danym językiem, po prostu dla rozrywki, dla nowych znajomości... Smile
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
hauteville



Dołączył(a): 20 Wrz 2007
Posty: 236
Skąd: Szamotuły

PostWysłany: Czw Wrz 16, 2010 6:04 pm Zacytuj zaznaczoneOdpowiedz z cytatem Back to top

PiotrPeterPedro napisał:
Ja osobiście zawsze uwielbiałem gramatykę, mam bardzo analityczne podejście do języka. Osobiście po prostu muszę sobie wszystko przeanalizować i posegregować. W ten sposób te suche zdania również dla mnie osobiście mają ogromne znaczenie.

Nie powiedziałem, że nie są one ważne. Uważam, że najpierw należy się właśnie nauczyć tych podstawowych zdań z podręcznika, opanowując reguły gramatyczne, podstawowe słownictwo itp. Inaczej zanurzanie się od początku w kolokwializmy często kończy się marnie. Tak czy inaczej - po skończeniu podręcznika najlepiej przejść jak najszybciej do naturalnych materiałów.

_________________
http://swiatjezykow.blogspot.com/ - mój blog o nauce języków obcych
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
frambuesa



Dołączył(a): 15 Wrz 2010
Posty: 2

PostWysłany: Czw Wrz 16, 2010 7:54 pm Zacytuj zaznaczoneOdpowiedz z cytatem Back to top

jeszcze mi się taka strona przypomniała jeśli chodzi o wymiany konwersacyjne - http://languageexchangekrakow.ning.com/ (tylko to dla krakowa)

co do skojarzeń wizualnych i przykładów, to jasne - bez nich ani rusz. w tych programach do nauki często da się dołączyć obrazek albo przykład (nie pamietam nazwy, ale kiedyś takiego uzywałam); na fiszkotece z tego co zauważyłam nie da się nic takiego dodać, ale to wersja beta, więc może kiedyś..

ucze się już strasznie długo hiszpańskiego, ale nigdy jeszcze nie spotkałam słowa "paralelepípedo" (może dlatego, ze nieczęsto mam kontakt z kontekstami matematycznymi;) - baaardzo fajnie brzmi Smile
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
PiotrPeterPedro



Dołączył(a): 25 Gru 2009
Posty: 250

PostWysłany: Pią Wrz 17, 2010 6:18 am Zacytuj zaznaczoneOdpowiedz z cytatem Back to top

hauteville napisał:
PiotrPeterPedro napisał:
Ja osobiście zawsze uwielbiałem gramatykę, mam bardzo analityczne podejście do języka. Osobiście po prostu muszę sobie wszystko przeanalizować i posegregować. W ten sposób te suche zdania również dla mnie osobiście mają ogromne znaczenie.

Nie powiedziałem, że nie są one ważne. Uważam, że najpierw należy się właśnie nauczyć tych podstawowych zdań z podręcznika, opanowując reguły gramatyczne, podstawowe słownictwo itp. Inaczej zanurzanie się od początku w kolokwializmy często kończy się marnie. Tak czy inaczej - po skończeniu podręcznika najlepiej przejść jak najszybciej do naturalnych materiałów.
Oczywiście, że nic takiego nie powiedziałeś Smile. Z tym, że teoria jest niezbędna się zgadzamy. Odnośnie przechodzenia do praktyki dlaczego dopiero po przerobieniu podręcznika? Ja osobiście pierwszy raz wszedłem w internecie na hiszpańskojęzycznego chata po kilku dniach nauki. Oczywiście po wymianie kilku zdań odpadałem i przechodziłem na angielski (wybralem takiego chata, by ludzie znali też angielski), ale jednak od samego początku miałem przynajmniej w takiej postaci kontakt z językiem i to codziennie. Po dwóch miesiącach nauki pisałem posty na forach internetowcyh ze słownikiem. Było to rzucanie się na bardzo głęboką wodę, ale w ten sposób naprawdę szybko się nauczyłem.

frambuesa napisał:
ucze się już strasznie długo hiszpańskiego, ale nigdy jeszcze nie spotkałam słowa "paralelepípedo" (może dlatego, ze nieczęsto mam kontakt z kontekstami matematycznymi;) - baaardzo fajnie brzmi
Myślę, że w nauce języków obcych nie liczy się czas nauki (liczony w latach) tylko iloczyn czasu i intensywności. Ktoś się będzie uczył przez 14 lat po godzinę tygodniowo, ktoś inny przez 7 lat po 2 godziny tygodniowo, ktoś inny przez rok po godzinie dziennie, a ktoś przez pół roku po dwie godziny dziennie i każda z tych trzech osób poświęciła na naukę tyle samo czasu... A potem pojawiają się wyznania "uczyłem się angielskiego przez 10 lat, ale... nadal niewiele umiem.", tylko, że nigdy nie spotkałem takiego wyznania u osoby uczącej się języka samodzielnie, one poświęcają na to czas, w przeciwieństwie do tych, któzy wierzą/żądają by w szkole/na kursie sami ich nauczyli. Jak ktoś chodzi na kurs i ma dwie godziny zajęć tygodniowo, tam się coś osłucha, ale potem sam się pozagodzinowo pouczy z tygodnia na tydzień po następne dwie godziny, to języka będzie się uczył do starości chyba Rolling Eyes , w każdym razie zajmie to sporo lat, jak po drodze coś mu nie wypadnie i nie przerwie nauki. Zapewne też w tym tkwi przyczyna nieskuteczności nauki szkolnej. Do poziomu do jakiego doszedłem z języka angielskiego ucząc się go w szkole przez dwa lata podstawówki, trzy lata gimnazjum i trzy lata liceum, czyli łącznie 8 lat nauki, w hiszpańskim doszedłem samodzielnie przez chyba niecałe dwa lata, a potem przewyższyłem ten poziom. A muszę zaznaczyć, że lubiłem w szkole angielski (mój ulubiony przedmiot), miałem dobre oceny, jak również poza szkołą dużo go używałem w formie pisemnej (amerykańskie chaty, maile itd.) oraz sporo czytałem po angielsku (internet, różne artykuły itd.), co zaowocowało rozszerzoną maturą, do której podszedłem bez strachu. Oczywiście to co piszę na temat czasu nauki nie tyczy się Ciebie osobiście Smile, tylko ogólnie mówię, że liczy sie jej intensywność i dlatego samodzielna nauka daje dobre rezultaty. Ja przed kilkoma dniami też nie znałem słowa "paralelepípedo" i z kontekstami matematycznymi też za bardzo nie miałem kontaktu w językach obcych. Staram się uczyć wszechstronnie, moim celem jest móc naturalnie porozmawiać na dowolny temat, ale chodziło mi raczej o udoskonalenie umiejętności opisu kształtów przedmiotów, niż o matemetykę. No i wyraz bardzo fajnie brzmi Smile. Ogólnie wyrazy hiszpańskie ze starych dziedzin nauki (jak np. matematyka, w tym liczebniki porządkowe, figury geometryczne) fajnie brzmią, jest tam sporo z greckiego. "Czterościan" można po hiszpańsku powiedzieć na dwa sposoby, pierszy z łaciny: "cuadrilátero", drugi z greckiego: "tetrágono", oba słowa brzmią fantastycznie Very Happy .

frambuesa napisał:
co do skojarzeń wizualnych i przykładów, to jasne - bez nich ani rusz. w tych programach do nauki często da się dołączyć obrazek albo przykład (nie pamietam nazwy, ale kiedyś takiego uzywałam); na fiszkotece z tego co zauważyłam nie da się nic takiego dodać, ale to wersja beta, więc może kiedyś..
Ogólnie jest to super fascynujący temat, jeśli chodzi o skojarzenia wizualne, znaczenie przykładów itd., a zdolność zapamiętywania. Powiem szczerze, że mi osobiście chyba nic nie pomogło tak w zapamiętywaniu słów jak nauka medytacji, która jest niczym innym jak nauką skrajnej koncentracji. Na to jednak też trzeba poświęcić sporo czasu. Sądzę, że mam pamięć raczej słuchową, prędzej zapamiętam wyraz lub termin jak mi go ktoś powie, niż jak go przeczytam, nie patrzę na obrazki, ani na napisane słowa, staram się je raczej wyświetlić w moim umyśle. W moim przypadku się to sprawdza Smile.

frambuesa napisał:
jeszcze mi się taka strona przypomniała jeśli chodzi o wymiany konwersacyjne - http://languageexchangekrakow.ning.com/ (tylko to dla krakowa)
Fajna strona Smile. Do Krakowa nie mam bardzo daleko Smile.
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
hauteville



Dołączył(a): 20 Wrz 2007
Posty: 236
Skąd: Szamotuły

PostWysłany: Pią Wrz 17, 2010 11:44 am Zacytuj zaznaczoneOdpowiedz z cytatem Back to top

PiotrPeterPedro napisał:
Myślę, że w nauce języków obcych nie liczy się czas nauki (liczony w latach) tylko iloczyn czasu i intensywności. Ktoś się będzie uczył przez 14 lat po godzinę tygodniowo, ktoś inny przez 7 lat po 2 godziny tygodniowo, ktoś inny przez rok po godzinie dziennie, a ktoś przez pół roku po dwie godziny dziennie i każda z tych trzech osób poświęciła na naukę tyle samo czasu...

Otóż to - liczą się godziny spędzone na kontakcie z językiem.


PiotrPeterPedro napisał:
Odnośnie przechodzenia do praktyki dlaczego dopiero po przerobieniu podręcznika?

To już kwestia osobistych preferencji i języka jakiego człowiek się uczy. Przykładowo - o ile po angielsku, francusku, hiszpańsku od biedy można pisać z pomocą słwonika nie znając dobrze gramatyki, tak w językach, w których olbrzymią rolę odgrywa chociażby skomplikowana odmiana rzeczowników jest to już raczej niemożliwe i trochę frustrujące.

_________________
http://swiatjezykow.blogspot.com/ - mój blog o nauce języków obcych
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
PiotrPeterPedro



Dołączył(a): 25 Gru 2009
Posty: 250

PostWysłany: Pią Wrz 17, 2010 12:24 pm Zacytuj zaznaczoneOdpowiedz z cytatem Back to top

hauteville napisał:
PiotrPeterPedro napisał:
Myślę, że w nauce języków obcych nie liczy się czas nauki (liczony w latach) tylko iloczyn czasu i intensywności. Ktoś się będzie uczył przez 14 lat po godzinę tygodniowo, ktoś inny przez 7 lat po 2 godziny tygodniowo, ktoś inny przez rok po godzinie dziennie, a ktoś przez pół roku po dwie godziny dziennie i każda z tych trzech osób poświęciła na naukę tyle samo czasu...

Otóż to - liczą się godziny spędzone na kontakcie z językiem.
Chyba się pomyliłem w przeliczaniu godzin. Codziennie po godzinę to 7 lat po godzinę tygodniowo, ale chodziło o zasadę...

hauteville napisał:
PiotrPeterPedro napisał:
Odnośnie przechodzenia do praktyki dlaczego dopiero po przerobieniu podręcznika?

To już kwestia osobistych preferencji i języka jakiego człowiek się uczy. Przykładowo - o ile po angielsku, francusku, hiszpańsku od biedy można pisać z pomocą słwonika nie znając dobrze gramatyki, tak w językach, w których olbrzymią rolę odgrywa chociażby skomplikowana odmiana rzeczowników jest to już raczej niemożliwe i trochę frustrujące.
Faktycznie cenna uwaga, oglądałem w ostatnim czasie gramatykę kiswahili i keczua i faktycznie prawdopodobne jest, że bez solidnego poznania gramatyki zrozumiałe pisanie w wielu językach będzie niemożliwe. Znając hiszpański zapewne będę zrozumiały i po włosku posługując się samym słownikiem, ale w językach nieindoeropejskich często nie napiszę ze słownikiem zrozumiałego zdania.
Może nie tyle chodziło mi o pisanie w obcym języku nie znając przy tym gramatyki, tak nigdy nie próbowałem robić, a w razie wątpliwości zaglądałem do gramatyki przez co (mam nadzieję, ale boję się czytać moje dawne wypociny Very Happy) błędów było mniej, lecz o wykorzystywanie zdobywanej wiedzy na bierząco od samego początku.

Ujmę to tak: mówić po to by się uczyć, a nie uczyć się i czekać na ten moment, aż kiedyś będzie się potrafiło mówić.
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
sussana



Dołączył(a): 21 Wrz 2010
Posty: 1

PostWysłany: Wto Wrz 21, 2010 9:02 pm Zacytuj zaznaczoneOdpowiedz z cytatem Back to top

A co możecie polecić do nauki "nie on-line". Do pracy w jedną stronę jadę ok.2 godz. Mogę wykorzystać ten czas na czytanie tekstów i ich słuchanie (najlepiej w formacie mp3). Najfajniej by było jakby w książce był tekst i po polsku i po angielsku + możliwość pobrania wersji audio. Ale jak nie będzie polskiego tłumaczenia to też nie będzie źle. A może nawet lepiej? Smile zmobilizuje mnie do większej pracy.

Co do mówienia w angielskim - moja sąsiadka jest jakimś nativ speakerem i jak już coś podłapie będę mogła z nią ćwiczyć.
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
szymon maska



Dołączył(a): 18 Paź 2010
Posty: 10

PostWysłany: Wto Paź 19, 2010 12:31 pm Zacytuj zaznaczoneOdpowiedz z cytatem Back to top

Naprawdę ciekawa dyskusja Wink

Ja mogę polecić baaardzo mocno techniki zapamiętywania (mnemotechniki), bo są po prostu skuteczne.

Ostatnio przez tydzień nauczyłem się 700 słówek niemieckich - ok 60-80 minut dziennie, a dokładniej 4 x 15-20 minut.


C do pytania powyżej to polecam zaleźć sobie listę 1000 najpopularniejszych słówek (jest tego dużo w necie) i nauczyć się ich np. w 10 dni.

Będziesz wtedy miała niezłą podstawę i rozumiała potoczne teksty i rozmowy. Oczywiście przejrzyj też jakieś zagadnienia z gramatyki, ale to zajmuje dużo czasu.

Wykorzystaj też to, że masz native speakera koło siebie!!!


Pozdrawiam i życzę sukcesu Wink
(napisz jak Ci idzie)

_________________
http://www.UczSieSzybko.pl - blog o tym, jak możesz błyskawicznie uczyć się czego chcesz (w tym słówek obcych) Wink
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
hauteville



Dołączył(a): 20 Wrz 2007
Posty: 236
Skąd: Szamotuły

PostWysłany: Wto Paź 19, 2010 1:08 pm Zacytuj zaznaczoneOdpowiedz z cytatem Back to top

szymon maska napisał:
Ja mogę polecić baaardzo mocno techniki zapamiętywania (mnemotechniki), bo są po prostu skuteczne.

Nie wyobrażam sobie jak przy pomocy mnemotechnik można zapamiętać przynajmniej 10 000 słów, a mniej więcej właśnie tyle pozwala się całkiem swobodnie obracać w obcojęzycznym otoczeniu.


szymon maska napisał:
C do pytania powyżej to polecam zaleźć sobie listę 1000 najpopularniejszych słówek (jest tego dużo w necie) i nauczyć się ich np. w 10 dni.

Będziesz wtedy miała niezłą podstawę i rozumiała potoczne teksty i rozmowy. Oczywiście przejrzyj też jakieś zagadnienia z gramatyki, ale to zajmuje dużo czasu.

Moim zdaniem 1000 to mało, ale jak ktoś chce wierzyć, że wystarczy 10 dni na nauczenie się słownictwa wystarczającego do opanowania języka obcego to proszę bardzo. Możecie skorzystać z porad pana szymona maski...
Rozumienie potocznych rozmów wcale nie jest takie łatwe panie szymonie masko - w związku ze zróżnicowaniem dialektów może to być czasem trudniejsze niż rozumienie wiadomości.

_________________
http://swiatjezykow.blogspot.com/ - mój blog o nauce języków obcych
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu

Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach



Tłumaczenia przysięgłe




Powered by phpBB © © 2001, 2002 phpBB Group
Style Created Freely by Claude
Hacks by logeen.